| O mnie |
|
| Wpisany przez Administrator |
| Piątek, 16 Lipiec 2010 19:15 |
|
Urodziłem się 18.08.1988. Sporty walki zacząłem praktykować w wieku 14 lat. Zaczęło się od kick boxingu, potem doszło judo, które trenowałem jednocześnie z kickiem. Po półtora roku judo odpadło ze względu na to, że chciałem bardziej się poświęcić sportami uderzanymi. Po 2 latach "trenowania" kicka (było to raczej przychodzenie na trening, a nie trenowanie, poziom zajęć był bardzo niski) dowiedziałem się, że powstał klub Muay Thai. Zawsze interesowała mnie tematyka tajskiego boksu, dlatego bez wahania poszedłem na 1 trening. Byłem niesamowicie zaskoczony poziomem treningu. Wycisk był niesamowity. Trener był świeżo po 3 letnim przyjeździe z Holandii to wiedział doskonale jak dać w kość. No i tak się zaczęło.. W wieku nie całych 18 lat (2007 rok) postanowiłem, że pojade do Tajlandii, chciałem się uczyć od najlepszych... Mój pierwszy klub był w Chiang Mai pod nazwą Lanna Muay Thai. Niestety nie był to klub na poziomie...ale zacznijmy od początku. Pokój, który dostałem mnie zszokował, nie był zbyt "wygodny". Byłem przyzwyczajony do norm, które są przyjęte w Polsce, szczerze mówiąc to teraz bym się cieszył z takiego pokoju. Dlaczego? Poczekajcie aż przejdę do pokoju w Kaewsamrit(inny klub MT). Co do treningów w lanna... Bardzo się zawiodłem, tajowie jedynie tarczowali, 3 rundy i do widzenia. Samemu trzeba było podchodzić i prosić o klincz albo żeby coś pokazali. Na tarczach również za bardzo nie poprawiali. Może dlatego, że zarabiali marne grosze - 5000 bahtów(czyt. batów) na polskie to jakieś 500 zł. Po przyjeździe do Kaewsamrit, jako, że była 7 rano, od razu trenerzy mnie wzięli na trening... kiedy zobaczyłem jak jeden z Tajów kopie lewą nogą na tarcze to od razu wiedziałem, że dobrze trafiłem. Po treningu przydzielono mnie do 12m. pokoju, które dzieliłem z 3 innymi osobami - Japończykiem, Włochem, i Hiszpanem. Nie było to zbyt komfortowe jak można się domyśleć ;) Właściciele byli przyzwyczajeni do tego, że skoro Tajowie w jednym pokoju śpią po 4 osoby to i z obcokrajowcami też tak można zrobić. W roku 2010 to się zmieniło i na jeden pokój są maksymalnie 2 łóżka. Jak wyglądał trening? 4 rundy tarczowania po 5 min, w tym jedna sam boks, worek, walka z cieniem, klincz 20-30 mim, w zależności od dnia. W pn, śr, pt dochodziły jeszcze sparingi. Sparing wyglądał następująco: Trenerzy zakładali zawodnikom 20 uncjowe rękawice oraz kaski. Gong i 3x5 min. Czy bili mocno? Tak, z całej siły. Dlatego właśnie zakładane były 20. Niestety po wielu stoczonych sparingach ręce się przyzwyczajają i ciosy stają się niesamowicie mocne + ciężej jest trzymać gardę, ze względu na to, że nie możemy przykleić rękawic do głowy(przez kask), po prostu łatwiej nas trafić. Po takim sparingu ma się ochotę już zakończyć trening, jest to niesamowicie wyczerpujące, uczucie jest podobne jak byś był zaraz po walce na zawodach... a w planie mamy jeszcze tarcze, worek + klincz. Na początku, kiedy jeszcze nie byłem w sztosie, po sparingu odpoczywałem jakieś 15-20 min. Po 2-3 tygoniach złapałem mega doła, niestety w miejscu gdzie mieścił się klub nie było żadnych barów itp. Poza tym średnio chciałem gdzieś wychodzić ze względu na to, że zostawiłem w Polsce dziewczynę, a Tajki wręcz szaleją za obcokrajowcami, o czym się przekonałem jak poszedłem 2x do klubu w Chiang Mai. W kaewsamrit rozmawiałem z innymi bardzo mało, każdy po 1 treningu szedł spać. Po drugim, kolacja, czytanie książek, wyjście do sklepu i znowu sen. Również to przyczyniło się do tego, że miałem wszystkiego dosyć, brak kontaktu z ludźmi, brak urozmaicenia zajęć, jest to najważniejsze przy takiej częstotliwości treningów. Wróciłem miesiąc wcześniej. Ostatnie pare dni w ogóle nie trenowałem, byłem po prostu przemęczony psychiczne. Jednak dobrze, że tak się stało bo wiem teraz jak temu zapobiec no i mogę się podzielić z wami tą wiedzą. Czego się nauczyłem po tych 2 miesiącach? Nie wiele, patrząc w perspektywie czasu. Nie miałem trenera, który by się mną zajął, a jest to podstawą. Częste zmienianie trenera nie jest wcale dobre. Po wyjeździe nauczyłem się tego jak powinno się trenować i jak nie trenować, dlatego właśnie wkurzałem się jak na grupie zaawansowanej trener kazał nam robić technikę, czasem bardzo nudną. Technikę można robić o ile jest fajna lub jest to coś nowego. Np. jeden atakuje swoją kombinacją, drugi się broni i oddaje swoją kombinacją... Po 2 latach postanowiłem, że znowu pojadę do Tajlandii, tym razem na pół roku. Kasy musiałem mieć odłożonej sporo dlatego postanowiłem, że znajdę pracę na wysokościach, a dokładnie mycie elewacji. Dobrze się złożyło, że mój kolega - Paweł Steczkowski, któremu bardzo dziękuję był tam koordynatorem, więc większych problemów z wkręceniem nie było. Kase zarobiłem no i wypad do Kaewsamrit. Od początku zajął się mną bardzo dobry trener - Dan - nauczył mnie podstaw. Do poprawki miałem dosłownie wszystko, a myślałem, że przynajmniej niektóre rzeczy robię dobrze, w końcu parę lat poświęciłem na sporty uderzane więc wypadałoby umieć przynajmniej ten lewy prosty... Był to człowiek bardzo ciepły i dobry, miło go wspominam.
Po 2 miesiącach zajął się mną Nen - trener Anuwata - 17 wśród rankingu top zawodników ze wszystkich sztuk walki. 1 w rankingu jest Fedor Emelianenko:
7 jest Saenchai: (legenda Muay Thai w Tajlandii)
13 jest Buakaw Por Pramuk:
, 17 jest Anuwat:
oraz miałem przyjemność trenować z trenerem Hiroyi - aktualnie 19 letnia gwiazda k1.
- zachęcam do obejrzenia skrótów z walk i treningu. Dla zainteresowanych podaje jeszcze jeden filmik MMA - mój ulubiony. Wiele osób nie lubiło Nena ze względu na to, że był często niemiły, brzydko mówiąc gbur. Jednak ja go polubiłem i bardzo szanowałem. To jakim jest trenerem żadne słowa nie opiszą, nigdy w życiu nie spotkałem lepszego. Nauczył mnie całkowicie nowych rzeczy i co chwilę wprowadzał coś nowego. Tarcze trzymał niesamowicie dobrze, a do boksu jeszcze lepiej (w sierpniu znowu się wybiorę do Tajlandii to nagram filmik). Po moich sparingach mówił co robię źle, co mam poprawić. Pamiętam jak po sparingu z Hiroyą kiedy to dostałem lewy hak na wątrobę uczył mnie jak mam zapobiegać takim sytuacją i nie stać jak ciele i się bronić, nawet przez 2 sekundy! Bardzo był wtedy na mnie zły, chociaż szczerze mówiąc to co chwile był zły bo co chwile nie robiłem czegoś tak dokładnie jak on tego żądał... jeżeli robiłem coś źle to bił mnie low kickiem z całej siły - dobra metoda bo od razu sobie przypominałem jak bić. Pamiętam jak Hiroye patykiem lał po łydkach jak miał nie poprawnie ułożone nogi. Wklejam filmik na którym tarczuje Anuwatowi. Są dwa typy trzymania tarcz - jeden typ to kiedy trener pokazuje co zawodnik ma robić, a drugi - zawodnik sam decyduje jaką technikę wykonać. Tutaj jest przedstawiona ta druga:
Po jakimś czasie zainteresował mnie aktualny trener Hiroyi - Chang, wszyscy go bardzo chwalili. Całą swoją uwagę skupiał na zawodniku, okazał się bardzo dobry. Nie wiele z nim przeprowadziłem treningów ze względu na to, że zawsze się do niego pchało wielu ludzi, a ja dalej chciałem trenować z Nenem. Na filmiku Chang z Hiroyą - niestety nic lepszego nie znalazłem.
W kaewsamrit poznałem Petałiego, był jak Anioł, strasznie pozytywna osoba, pierwszy raz spotkałem taką osobe. Był topowym zawodnikiem w Tajlandii dlatego postanowiłem się go zapytać czy mógłbym do niego pojechać trenować. Strasznie się ucieszył i powiedział, że jak najbardziej. Czemu tak się ucieszył? Ponieważ nie ma tam wielu znajomych mimo, że na całym świecie ma ich mnóstwo, jest to bardzo mała miejscowość.. Po przyjeździe troszeczkę się zszokowałem, zero sklepów, zero miejsc gdzie można wyjść. Dobrze, że Petałi miał internet to w wolnych chwilach można było posiedzieć na necie. Jedzenie tam było bardzo tłuste, rzadko było coś dobrego, wpływało to w dużej mierze na humor i dalszą chęć do treningów. Ogólnie z treningów byłem bardzo zadowolony, 2x dziennie klincz + 2x dziennie sparing (już nie taki hardcorowy jak w kaewsamrit co mnie cieszyło) z możliwością używania nóg. Dokładniej opiszę treningi w osobnym dziale. Po 2 tygodniach miałem dość, klincz mi się znacznie poprawił, ogólnie po 4 miesiącach nie miałem trudności w równej walce z Tajami. Po miesiącu znowu tam wróciłem jednak już na tydzień, warunki miałem "trochę gorsze" i już czułem, że niczego nowego się nie uczę. No i jest dzień dzisiejszy... Wiele osób pyta czemu nie walczę. Odpowiedź jest prosta, bo mnie walka już nie kręci + mi się nie chce, nie mam ambicji żeby walczyć na ringu. Życie zawodnika nie jest łatwe, około 5 godzin dziennie spędzone na sali, wiecznie zmęczony organizm, nic się nie chce z powodu zmęczenia, a za tym idzie brak ochoty spotykania się ze znajomymi. Wolę się szkolić dalej i przekazywać wiedzę innym... wyuczoną od Tajskich trenerów. Wielu mówi "najlepiej się szkolić poprzez walkę, sprawdzać swoje umiejętności". Odpowiadam, że jestem i będę pośrednikiem wielu znakomitych trenerów i zawodników z którymi przyszło mi trenować. To co wiedzą oni, czyli doświadczenie zdobyte dzięki setkom walk i to co było przekazywane z pokolenia na pokolenie w dużej mierze zostało przekazane w moje ręce, dlatego jak ktoś mnie pyta np. o radę czy tak uderzać kolanem, to nie ja odpowiadam, a kilku Tajskich trenerów i zawodników z którymi się szkoliłem. Czy da się być dobrym trenerem nie walcząc? Trener Mike Tysona stoczył tylko jedną walkę, którą przegrał. W wieku 22 lat otworzył klub bokserski. Jeden z moich trenerów powiedział: "Nie ważne ile masz walk na koncie, jeden może ich mieć 200-300, a drugi 50. Tylko, że ten drugi znacznie lepiej będzie przekazywał wiedzę, np. będzie robił to z pasją" Szczerze, spotkałem dziesiątki trenerów, może 3-5 % z nich wkładała serce w pracę nad tobą. Pasja jest tutaj dla mnie najważniejsza, poświęcanie się dla zawodników i uczynienie wszystkiego aby byli tak twardzi jak Tajowie... a nawet bardziej. Kiedy trenowałem muay thai w polsce, wiedzialem i bolalo mnie to, ze nie trenuje jak nalezy, nie wystarczajaco ciezko, po prostu to czulem. Najbardziej irytowaly mnie slowa typu "nie cwicz tyle bo sie przetrenujesz". W takim razie jak mam toczyc walki z najlepszymi i wygrywac skoro mam cwiczyc znacznie mniej niz oni? Już w wieku 14 lat bylem gotowy na bardzo ciezko trening, chcialem bardzo walczyc i wygrywac. To, ze nie bylo klubu, ktory by mi dal pozadnie w kosc, nie bylo moja wina, a jednak, mimo to mi się za to obrywalo. Chcesz bardzo, ale masz związane ręce bo większość tylko chce zarobic kase za pokazanie jak sie bije lewy, prawy prosty. Jezeli tez masz duże ambicje zwiazane ze sztukami walki, a trening nie jest do konca taki jaki bys chciał, być może wiesz co czułem. Masa pseudo klubów gdzie ledwo sie mozna zmęczyć, mówię tutaj o kick boxingu, którego nigdy nikomu nie polecę. Treningi w polskim klubie muay thai w ktorym spedzilem kilka lat nie byly lekkie, ale tez brakowalo wielu rzeczy, które dopiero posmakowałem za granica. Prawda jest taka, ze najwazniejszym aspektem rozwoju zawodnika, czy osoby, ktora chce sie nauczyc muay thai jest trener. Od niego zalezy wszystko. Bez dobrego trenera mozesz uderzac kilka lat w tarcze i worek, a i tak nic z tego nie będzie, tak jak było to w moim wypadku, kiedy to po 4 latach pseudo nauki muay thai i kick boxingu miałem dosłownie wszystko do poprawienia jak wyjechałem do Tajlandii. Ludzie chcą trenować, walczyć, uczyć się. Jednak problem w tym, że w większości wypadków trening nie jest adekwatny do zamierzonego celu. Jeżeli trener nie pokaże ci jak trenować to ty sam tego nie wymyślisz. Nauka od innych jest kluczem. Moim celem jest stworzenie miejsca jakiego mi zawsze brakowało, miejsca dla osób z dużymi ambicjami, gotowymi trenować najciężej jak to tylko możliwe, aby osiągnąć to na co tylko będą mieli ochotę. Aby przeciwnicy moich zawodników, czuli się od razu przegranymi po usłyszeniu nazwy kluby lub aby wiedzieli ze maja przed soba bardzo ciężką walkę. Moje doświadczenia co do Tajlandii i treningu w tym kraju to: 2007 - 2 miesiące pobyty i treningu. 2009 - 6 miesięcy pobyty, w tym 5 miesięcy treningu. 2010 - 6 miesięcy pobyty, brak treningu. Nie chciałem już trenować, miałem dość tego sportu. Czułem, że to czas na zabawę, miałem 21 lat, chciałem się bawić. Sierpień 2011 - Decyzja o wyjeździe na blisko rok. Jestem aktualnie 6 miesięcy w Tajlandii. Po 4 zdecydowałem, że zacznę znowu się szkolić, planowany powrót -maj/czerwiec 2012. |
